Wigilia w hostelu
Postanowilem Wam o tym napisac, bo cala sytuacja mnie rozbawila
W hostelu jest kilka osob: ja, ze mna w pokoju dwie dziewczyny z RPA, w pokoju obok Niemcy – studenci: dwie dziewczyny i chlopak, do tego przyjechali dzisiaj amerykanka z meksykaninem (tez wygladaja na studentow). No i Lilith, ktora tu wszystko ogarnia.
Postanowilismy zrobic sobie grilla. tylko ja wiedzialem, gdzie jest supermarket. Bylem tam dzisiaj. Kupilem sobie piekny kawalek wolowiny, bulke, skladniki na mizerie, awaryjne rosolki i piwo. Jak juz sie zabralem za robienie sobie kolacji okazalo sie, ze moja krowa zaginela w boju, czyli zostala przy kasie, no i caly genialny buntowniczy pomysl z jedzeniem krowy w wigilie poszedl sie kochac
Dlatego chetnie przystapilem do drugiej proby, wraz z dziewczynami z Afryki oraz ameromeksykanami. Jak juz dotarlismy do supermarketu, zamkneli nam go przed nosem … nie tylko nam, bo tez trzem dziewczynkom, ktore bardzo glosno wyrazily po portugalsku niezadowolenie z tego co zastaly … i nawet ja zrozumialem, ze nie powinny sie tak wyrazac
Postanowilismy pojsc do restauracji na rogu, zjesc cos, napic sie piwa swiatecznego. Pelny szpan, rodizio za R$ 70, kelnerzy, muzyka na zywo, piwo za R$4 . Wzielismy po piwie, zarcie wydawalo sie troche zbyt drogie kazdemu. Posiedzielismy chwile (bo ile mozna siedziec przy piwie 0,3?) i wrocilismy do hostelu. Tu kazdy sie rzucil na to co mu wpadlo w rece: dziewczyny z rpa na mrozona lasanie z hostelowej lodowki, a parka z ameryki pln na picce. Ja … hmmm… mialem kilka minibanankow, ktore trzeba bylo zjesc.
No i jak Inka (dziewczyna z afryki) powiedziala, ze to najsmutniejsza kolacja wigilijna, jaka przezyla, bo nawet ser jest sztuczny w jej lazanii, dostalem mega-glupawki
No i teraz zycie w hostelu wrocilo do normy. Czesc gada przy stole o zyciu, czesc czyta przewodnik, jeden pisze bloga, chociaz za szesc godzin musi jechac na lotnisko.
Podrozowanie bywa zabawne
Posted on 25/12/2011, in Brazylia, Podróżowanie, Wolność and tagged brazylia, wigilia. Bookmark the permalink. 6 komentarzy.
No i alleluja! Bo przecież dokładnie o to chodzi… śmiać się! No matter what
)
no bardzo smutna wigilia… a ja jestem na Podhalu… wigilia u gorali… a muzyka z radia, potrawy wjezdzaly co chwila nowe, a ja mialem poczucie, ze jest jakis wyscig miedzy stolami – kto wczesniej skonczy
a na pytanie znajomego, dlaczego miod stoi na sianie i czy to jakas tradycja, bezkompromisowa odpowiedz – nie, tak mi sie postawilo, zeby bylo ladniej
jadles wigilijna piranie? i kluski z koka?
Piranie jadlem w drugi dzien swiat, ale za to byla swiezutka
Wygląda na to, że śniegu było dokładnie tyle samo, ile w Polsce. Tylko z jedzeniem poszło… alternatywnie?
a my sluchamy top wszech czasów, za oknem troszkę biało i pali sie w kominku