Canaima i Salto Angel cz. 1
Czesc
Wrocilem i nawet zdazylem zalapac sie na piekny weekend na Playa Piscina (“basen”) na wyspie Arapo. Oczywiscie mialem przygode, bo cos mnie urabalo w piete w wodzie i nie wiem co to i czy mi to zaszkodzi. Poki co czuje sie dobrze i jak stan taki potrwa ze 3 dni, to bede wiedzial, ze przezyje
No ale wracajac do tego co sie dzialo w tym tygodniu, jak juz wczesniej wspominalem, postanowilem wziac udzial w wycieczce do najwyzszego wodospadu swiata Salto Angel (http://en.wikipedia.org/wiki/Angel_Falls)
Wyruszylem z mojej Posady o 7 rano na lotnisko, gdzie czekac mial na mnie samolot. Zabral mnie tam wlasciciel biura podrozy, w ktorym wykupilem wycieczke. Tu pierwsza ciekawostka dla planujacych w przyszlosci podroz do wenezueli: biura podrozy roznia sie tym czy ktos cie zabierze z autobusu i zawiezie do Posady, a potem na lotnisku a po powrocie w druga strone, czy tez bedziesz ofiara wmawiania Ci, ze znacznie taniej jest poleciec samolotem niz pojechac autobusem, co oczywiscie jest bzdura, jednakowoz bedac rosjaninem nie gadajacym zupelnie po hiszpansku da sie taka wycieczke wcisnac
Samolot nie byl nawet duzo spozniony, wiec wsiedlismy w 5 osob do cessny wraz z bagazami i wystartowalismy w kierunku miejscowosci Canaima. Ponizej kilka obrazkow z tego krotkiego, godzinnego lotu:
A tak wyglada las deszczowy, nad ktorym sie leci. Jest niesamowity. Nie konczy sie.
Po godzinie wyladowalismy w Canaimie w poblizu dwoch wodospadow.
Szybko okazalo sie, ze to wszystko wyglada jak miedzynarodowa wycieczka szkolna. Ja, dwoch Baskow, Francuz, dwie wloszki, malzenstwo z Wenezueli, piecioro rosjan i czworka szwajcarow … to chyba wszystko. Dostalem ksywe “Polska” i zaprzyjaznilem sie ze wszystkimi, bo jako jedyny potrafilem sie porozumiec zarowno po hiszpansku, jak i po rosyjsku. Po angielsku mowili tylko Szwajcarzy. Tez pojechani ludzie.
Spagetti na obiad. Potem wyplyniecie lodzia na zwiedzanie dwoch mniejszych wodospadow z gory, dolu i srodka. Wrazenie niesamowite, chociaz po tym co zobaczylem pozniej, dosc slabe w sumie
Na drugi dzien dlugi spacer do lodzi, 6 godzin plyniecia do obozu 1. Docieramy na miejsce przed zmierzchem i dostajemy taki oto widok:
Dzien 2. Pobudka o 4 rano i godzinny spacer “pod” wodospad.
Powrot przez las …
aby dotrzec nad rzeke. Tu miala byc lodz. Zamiast tego musielismy ja przekroczyc na wlasnych nogach. Ponizej w oczekiwaniu na reszte grupy:
Sam powrot to tez historia, ktora nalezy dobrze opowiedziec, ale to w przyszlym tygodniu, bo caly wypad na to zasluguje. A ja musze sie dzisiaj zbierac. Jutro rano wyjezdzam do Caracas. W poniedzialek rano do Medellin. Wtedy bede chcial uzupelnic ten wpis o cala reszte. A za jakis czas byc moze nawet dotra do mnie jakies zdjecia
Posted on 08/05/2010, in Podróżowanie, Venezuela and tagged angel falls, aprender, backpacker, kultura, libertad, ludzie, podroz, porady, rady, tips, tour, travel, wakacje, wenezuela. salto angel. Bookmark the permalink. 4 komentarzy.
Witaj !!!!
Dla mnie to jakbyś zdobył Mont Ewerest.Jesteś SUPER
Hehe
Mam nadzieje, ze to dopiero poczatek takich przygod! Usciski z Kolumbii!
To jeszcze jeden link z Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Odlot_(film_2009)
Widziales domek Carla? Nota bene: Ela umarla nie doczekawszy…
Pingback: Co mi się najbardziej podobało? « aprender la libertad, czyli nauczyć się wolności