Boa Viagem
Recife postrzegalem jako moje zbawienie. Po wielu dniach w dzungli, Manaus, Belem wreszcie mialem szanse pochodzic po plazy i wygrzac w morskim sloncu. To nic, ze bylem po 40 godzinach podrozy z Belem, szczescie dotarcia do jakiejs bardziej zorganizowanej cywilizacji, nawet o 23 wieczorem, po dlugich poszukiwaniach hostelu przeze mnie i taksowkarza, naprawde poprawilo mi humor. Zalogowalem sie w najbardziej wypasionej dzielnicy – Boa Viagem.
Zaraz rano ruszylem na spacer po plazy, ladna, szeroka … tyle, ze zarekiniona odrobine o czym mowil i przewodnik ksiazkowy i wiele tablic na plazy. Na szczescie maja tam tez rafy (z tego co zrozumialem to nazwa miasta Recife = Rafa) ochraniajace czesc ludzka od czesci rekiniej uzytkownikow. Bardzo milo zmarnowalem sobie dzien spacerujac, kapiac sie, jedzac obiad na kilogramy, testujac innego operatora komorkowego i … tak, przez ponad polowe dnia lalo okrutnie.
Drugiego dnia bardzo rzesko wstalem z lozka, po kolejnej nieprzespanej nocy, tym razem z powodu chrapania, swiatla za oknem i komarow. Udalem sie do miejsca, ktore wszyscy polecali – Olinda (z portug. Piekna). Na miejscu spotkalem dwoch innych podobnych mi wloczykijow – Norwega i Brazylijczyka – postanowilismy sie powloczyc razem.Ten ostatni dosc duzo wiedzial o Olindzie a takze o wydarzeniach kulturalnych, ktore maja sie tam owego dnia odbyc. Dzieki niemu trafilismy wieczorem (byla to niedziela), na stare miasto Recife, gdzie odbywaly sie przedkarnawalowe imprezy: kapela, szkola, samba, taniec, usmiech, piwo, przyjazn, muzyka – to slowa klucze, ktorymi mozna by opisac to co tam zobaczylem. Przyznaje, ze to byl drugi, bardzo pozytywny obrazek z Brazylii, ktory zapamietalem.
Ostatni dzien spedzilem wloczac sie po okolicach, szukajac natchnienia i rozmawiajac z jedna ciemnoskora dziewczyna z Haiti, ktora opowiadala, jak sie jej mieszkalo w Salvador.
Ciekawe, bo powiedziala mi, ze ja tez traktowali jak gringe, ze chodzila z facetem z Brazylii i oczekiwano od niej, ze bedzie mu stawiac jedzenie w restauracji, ze jest megabogata i ze mieszkajac u swojego faceta mozna korzystac z wszystkich jej rzeczy. Z tego co mowila tez wyszlo, ze podobnie, jak slyszalem o Krakowie, tak i w Salvador, nigdy cie nie zaakceptuja jako swojego, tylko do konca bedzie sie tam turysta. Zdecydowala, ze od tej pory bedzie podrozowac jako turysta i nie bedzie juz raczej na sile probowac zyc, jak miejscowi, bo nic dobrego ani milego to nie przynosi. Ciekawe, warte przytoczenia
Podsumowujac Recife, warto bylo zobaczyc impreze sambowa, co moglo przyblizyc mi troche co sie tam dzieje w trakcie karnawalu
Ponizej kilka fotek, dla wyobrazenia sobie jak tam jest.
- Recife – Boa Viagem
- Olinda – widok na Recife
- Olinda
- Olinda – widok na ocean
- Olinda – wystep dla telewizji
- Recife – PreCarnaval
- Recife – PreCarnaval
- Recife – Boa Viagem
- Recife – Boa Viagem
- Recife – Boa Viagem – Strzez sie rekinow
- Olinda – jeden z kosciolow
- Olinda – do wynajecia na karnawal
- Olinda – widok ze wzgorza
- Olinda
- Olinda – grafiti
Betlejem

Belém - Ver-o-peso - Foto: João Ramid
Do Belém chcialem poplynac statkiem, jak juz wczesniej wspominalem, jednak ostatecznie polecialem tam samolotem. Na miejscu bylem o 430 rano, wiec grzecznie czekalem na lotnisku na pierwszy dzienny autobus, ktory mnie zawiozl do centrum. Przyznaje, ze po Manaus, wiele miast robi dobre wrazenie, tak tez bylo i z Belém. Przeklada sie to wprost na znacznie wiekszy obszar miasta, ktore nie jest brudne, rozwalajace sie i smierdzace. Duze centrum, sporo ludzi, odnowiona architektura – az milo bylo pospacerowac. No i tez udalo sie spotkac ludzi z Couchsurfingu. Dzieki temu zobaczylem najwieksze zabytki, najwieksze centrum handlowe i najciekawsze miejsca. Nastepny dzien mielismy spedzic w bardzo ladnym miasteczku nieopodal.
… nie spedzilismy… okazalo sie, ze ludzie Ci mieszkaja tak w polowie drogi miedzy Belém a tym miasteczkiem i ze w zasadzie, skoro zostaje jeszcze jeden dzien (nie dostalem biletu do Recife), to mozemy posiedziec w domu i milo spedzic czas. No, ok, pomyslalem i tak zrobilismy. Trafilem w dzielnice, w ktorej byly tylko domki, takie latynoskie, skromne, na przedmiesciach, z kratami i bez sklepow. W sumie dobrze, bo moglem napisac te wszystkie poprzednie posty i nauczyc sie kompresowac film wideo do rozmiarow publikowalnych na YT
Na drugi dzien, kolo poludnia, mielismy ruszyc na spotkanie przygody w owym miasteczku.
… nie ruszylismy, bo czekalismy na brata, ktory mial przyjechac popoludniu, a z ktorym mielismy sie tez zabrac… ten nie dotarl, a mnie zapytano, dlaczego caly dzien siedze w domu, zamiast gdzies sobie pojsc
To byl moment, w ktorym postanowilem korzystac juz tylko z hosteli do konca swojej podrozy w Brazylii
Przyznaje, ze nic mnie nie skusilo do wyciagniecia aparatu i zrobienia zdjecia w tamtym rejonie, dlatego ich nie zobaczycie. Z ciekawych rzeczy widzialem targ, impreze studentow, ktorzy dostali sie na studia … i to chyba wszystko
Czekala mnie podroz autobusem do Recife – kawal drogi – 36 godzin. Musialem wyjsc z domu o 6 rano i przygotowac sie na bardzo cierpliwe zwiedzanie Brazylii z okna autobusu. Zwiedzilem. Tereny, przez ktore jechalismy, troche przypominaly poludniowy zachod usa, a troche chyba afryke, ale to tylko ze zdjec, ktore widzialem. Przezylem, ale nie zalecam – na dluzsza mete taka wycieczka meczy
You know where you are?
Znacie te piosenke, prawda? Postanowilem zabawic sie narzedziami komunikacji, bo bedac w lesie nie mialem nawet czasu robic notatek
Ponizsze wieczorem, troche przed spedzeniem nocy w dzungli.
A to pod koniec calej wyprawy
Manaus
Do Manaus przylecialem w pierwszy dzien Bozego Narodzenia. Sniadanie swiateczne skladalo sie z kanapki samolotowej i podobnej jakosci kawy. Szesc i pol godziny podrozy, zdazylbym niemalze do Nowego Yorku z Warszawy
Przylecialem tu, zeby udac sie na wycieczke do dzungli, a potem splynac statkiem do Belem u ujscia Amazonki do oceanu. No, przynajmniej taki byl plan. Na wyprawe sie udalem, ale wspomnialem o tym juz tutaj, byc moze napisze potem cos wiecej.
Manaus jest brzydkie jak noc, w zasadzie niewiele jest tutaj do zwiedzania. Ja mialem to szczescie, ze udalo mi sie zobaczyc to miasto praktycznie wyludnione i to uwazam za ciekawe i to sfotografowalem w zeszla niedziele, zebyscie wiedzieli jak tu wygladaja ulice w Nowy Rok … no i gdzie sa choinki.
Z ciekawych rzeczy, to w pierwszy dzien swiat, na glownym placu wokol Teatru Amazonas, odbyl sie spektakl swiateczny mnostwem widzow, mnostwem artystow i mega wypasiona oprawa artystyczno-wizualna. Przynajmniej przez chwile poczulem swieta
To, co jeszcze mnie zainteresowalo, a uwazam dla siebie za nietypowe, to przesiadywanie w poblizu kosciolow, gdzie akurat byla msza. Pytacie, dlaczego? Otoz ze wzgledow czysto muzycznych, oni niesamowicie ladne melodie wydobywali z gitary i wlasnych przepon. Podobalo mi sie to bardzo.
W Manaus tez spedzilem sylwestra, a konkretnie na imprezowym statku, z grupa ludzi z hostelu. To bylo nowe i bardzo ciekawe doswiadczenie, a przy okazji poznalem ludzi opiekujacych sie dzika natura jak i tych, ktorzy o niej nic nie wiedza. No i troche potanczylismy i wypilismy i pozartowalismy, zeby na koncu, wracajac do hostelu zgubic na dobre droge. Podsumowujac owy wieczor, bylo znacznie lepiej niz sie tego spodziewalem.
W miedzyczasie dowiedzialem sie, ze najblizszy statek do Belem odplywa w przyszla srode i na miejscu bedzie w niedziele 8 stycznia, no i z bolem serca kupilem bilet lotniczy. No i od poniedzialku bylem tam na miejsu, ktore jako miasto znacznie bardziej mi sie podobalo na poczatku, a potem zawiodla mi logistyka, ale o tym byc moze potem
Zlap swoj autobus
Maja tutaj w miastach taka gre pt. zlap swoj autobus. Pisza o niej nawet na forach
Cel:
1. Znajdz wlasciwy przystanek
2. Wejdz do autobusu, ktory zawiezie cie tam gdzie chcesz.
Zasady:
1. Przystanki nie zawsze sa oznakowane, moze to byc np. kolo lodziarni, przy smietniku, na skrzyzowaniu w dowolnym miejscu
2. Autobus zatrzymuje sie tylko na zadanie, od wewnatrz poprzez pociagniecie za linke, wcisniecie przycisku STOP i krzyk; od zewnatrz, jak u nas, chociaz czasem trzeba wyskoczyc przed autobus, prawie jak tutaj
3. Obszar przystanku to ok dwadziescia metrow
4. Na przystanek podjezdza jednoczesnie 5-10 roznego rodzaju busow i autobusow
5. Pojazdy poruszaja sie bardzo szybko, po trzech pasach, co oznacza, ze mozesz musiec zlapac autobus jadacy na skrajnym trzecim pasie, wyprzedzajacy dwa inne, ktore omijaja te, stojace na przystanku
6. Na przystanku jest kilkadziesiat osob, z ktorych kazda wypatruje swojego autobusu i wyskakuje na ulice, zeby zatrzymac swoj
7. Autobusy zatrzymuja sie tam, gdzie zostaly zatrzymane przez czlowieka na przystanku, a nie tam gdzie jest przystanek
8. Kierowcom niekoniecznie zalezy na tym, zeby zabrac kogos na poklad, ale zalezy im, zeby z tego pokladu kogos wyrzucic
9. Jako, ze wszyscy oczekujacy przesuwaja sie na koniec przystanku, zeby zobaczyc, czy czasem nie jedzie ich autobus, autobusy zatrzymuja sie juz kilkadziesiat metrow przed przystankiem i na niego nie wracaja
10. Nie ma rozkladu jazdy
11. Nie ma listy autobusow, ktore sie zatrzymuja w danym miejscu
12. Nie ma kogo zapytac czy to wlasciwy przystanek
Po trzech tygodniach zaczalem lapac jak to sie robi, choc chyba przeszedlem dopiero tutorial … przed godzina zastosowalem transport alternatywny, tj. mototaxi, wsiadajac na motor po raz pierwszy od czasow, gdy tata mnie wozil zdaje sie zielonym komarem wzdluz wagonow i torow na Tarnogaju
Cataratas do Iguaçu
Foz do Iguaçu, to miasto, do ktorego sie udalem tylko i wylacznie, zeby zobaczyc wodospady Iguaçu. Zaplanowalem sobie dwa dni, pierwszy na obejrzenie tego nowego cudu swiata od strony brazylijskiej, a drugiego dnia od strony argentynskiej. Przy okazji spedzilem tam wigilie, o czym juz wczesniej pisalem tutaj.
Nie bede sie tu rozpisywac, bo to naprawde jest cud swiata i bardzo dobrze dopelnia wczesniejsza moja wycieczke do Salfo Angel w Wenezueli, o czym opowiadalem tutaj i tutaj. Zmienilem jednak plan, co do drugiego dnia, bo dowiedzialem, sie ze w poblizu, na granicy Brazylii i Paragwaju znajduje sie najwieksza na swiecie elektrownia wodna Itaipu Binacional (teraz juz druga, ale nie pod wzgleden wygenerowanej energii, jak mowi miejscowa propaganda). No i tez tam pojechalem, zeby miec dobry kontrast natura vs. dzielo czlowieka. Zobaczcie sami.
Floripa
Pierwszym miejscem po Rio, w które sie udalem byla Floripa ze swoimi plazami. Dwie godziny lotu i jestem na miejscu. Szczerze mowiac nie planowalem tutaj robic nic wiecej, tylko obejrzec te wszystkie piekne miejsca, o ktorych opowiadaja.
Zaraz po wyladowaniu wyruszylem wiec do miejsca zwanego Barra da Lagoa. Jako, ze nauczylem sie korzystac z publicznego transportu, dwie godziny i trzy autobusy to pikus w tym upale. Hostel i plaza. Pierwsze co zrobilem to kupilem sobie wode i poszedlem na spacer. Uznalem, ze to calkiem ladne miejsce, duzo szkol surfingowych, leniwie toczy sie zycie. Wieczorem odwiedzilem kafejke internetowa, zeby dowiedziec sie, ze sypatyczni hackerzy w Brazylii obrobili jedno z moich kont bankowych. No i wieczor spedzilem na rozmowy z bankiem poprzez locutorio, czyli nielegalna telefonie internetowa i zastanowieniu sie co dalej. Na wyspie tez kolejny raz skorzystalem z couchsurfingu, bo nastepnego dnia juz sie umowilem na wspolne przedpoludniowe plazowanie w innym miejcu, tj. Praia Mole.
Jako, ze brak planowania w podrozy wymusza dzialania logistyczne w trakcie wypoczynku, udalem sie do innej miejscowosci, Lagoa da Conceição, w celu kupna biletu na autobus do nastepnego celu podrozy. Przy okazji dowiedzialem sie od Serba w miejscowej restauracji, ze w poblizu chyba 17go przystanku lodzi kursujacej wokol laguny, znajduje sie fantastyczny wodospad. Jesli tam bedziecie, to ponoc warto zobaczyc.
Nastepnego dnia opuscilem hostel, aby pierwszy raz w Brazylii skorzystac z couchsurfingowego spania u kogos w domu. Zawinalem sie z hostelu i dosc szybko znalazlem sie u dziewczyny, ktora twierdzila, ze zajmuje sie social work, a tak naprawde pracowala jako pomocnica sw. mikolaja w centrum handlowym. Ona udala sie do pracy, a ja na polnoc wyspy, dalej zwiedzac plaze. Przez pomylke (nie zdazylem wysiasc z autobusu) trafilem do miejscowosci Santinho, a po dwoch godzinach do praia dos ingleses. Tu znowu kontakt z Bankiem, obiadek, plaza, dobry soczek z marakui no i trzeba bylo wracac . Wieczorem mielismy isc gdzies na piwo, kolezanka jednak gdzies zaginela na dluzej po drodze i tyle bylo z nocnego zycia na Floripie. Dlaczego? Bo nastepnego dnia mialem popoludniu autobus do Foz Iguacu.
Rano zbudzilo nas walenie do drzwi, bo okazalo sie, ze kolezanka umowila sie ze znajomymi na plaze. No i szybko sie zebralismy do auta, aby zobaczyc Praia Joaquina. Poznalem dwojke nowych, sympatycznych ludzi. Pogadalismy o zyciu, kokosach, plazach i kobietach, aby w ostatniej chwili zorientowac sie, ze musimy wracac. Jak juz bylismy w domu, dowiedzialem sie, ze moja gospodyni nie odwiezie mnie na dworzec autobusowy skad mialem jechac, tak jak sie wczesniej z nia umawialem, tylko na najblizszy terminal, gdzie autobus sobie zlapie, a jak nie zdaze, to wezme taksowke. Hmmm, pomylalem sobie, nie takie rzeczy sie robilo. Ale ona zrobila mi jeszcze jedna niespodzianke, ledwie ruszylismy spod domu, stanela na przystanku autobusowym, powiedziala, ze to moj autobus i fuera! No, ale na szczescie na autobus zdazylem w ostatniej chwili i tak oto zakonczyla sie moja przygoda z Floripa.
Ponizej macie kilka fotek z roznych plaz, na ktorych bylem.
- Barra da Lagoa, Florianópolis
- Barra da Lagoa, Florianópolis
- Barra da Lagoa, Florianópolis
- Lagoa da Conceição, Florianópolis
- Lagoa da Conceição, Florianópolis
- Praia dos Ingleses
- Praia dos Ingleses
- Praia da Joaquina
- Praia da Joaquina
- Praia Mole, Florianópolis
- Praia Mole – piasek naprawde parzy ;)
- Praia Mole, Florianópolis
Feliz Ano Novo, czyli Szczesliwego Nowego Roku
Czesc,
Zycze Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, abyscie mogli spelnic wszystkie swoje marzenia, te duze i te male, tak jak ja, na zdjeciach ponizej
Dzisiejszy wieczor spedzam w Manaus, albo na plazy, albo na rynku, albo w hostelu, albo w jeszcze innym miejscu – daje sie poniesc przygodzie.
Caly tydzien spedzilem w okolicach, najpierw 200 km stad, w dzungli, lapiac ryby i male kajmany noca, chodzac po dzungli, spiac w hamaku w lesie, jedzac z talerzy z lisci lyzkami wystruganymi z galezi i zastanawiajac sie co dalej. Od czwartku jestem w Manaus, miescie najlepiej zwiedzanym we wstecznym lusterku samochodu, brzydkim, niepokojacym, ale posiadajacym tez kilka perelek (te nie rekompensuja pozostawania tu zbyt dlugo)
Dzisiaj pojechalem oraz poplynalem zobaczyc fenomen dwoch rzek, tzw. encontro das aguas – spotkanie Rio Solimoes (Amazonka) oraz Rio Negro. Takich fenomenow jest, jak sie dowiedzialem jeszcze kilka, ale ten ma najwiekszy zasieg
No, trzymajcie sie mocno. Jutro tu wszystko zamkniete, jak i w Polsce. W nocy udaje sie do Belem, zobaczyc ujscie Amazonki do Oceanu.
Até logo!
- Nie zjedlismy go, bo byl taki suodki :)
- To moja czwarta pirania :)
- Plynac na spotkanie rzek spotkania, tra la la :)
Wigilia w hostelu
Postanowilem Wam o tym napisac, bo cala sytuacja mnie rozbawila
W hostelu jest kilka osob: ja, ze mna w pokoju dwie dziewczyny z RPA, w pokoju obok Niemcy – studenci: dwie dziewczyny i chlopak, do tego przyjechali dzisiaj amerykanka z meksykaninem (tez wygladaja na studentow). No i Lilith, ktora tu wszystko ogarnia.
Postanowilismy zrobic sobie grilla. tylko ja wiedzialem, gdzie jest supermarket. Bylem tam dzisiaj. Kupilem sobie piekny kawalek wolowiny, bulke, skladniki na mizerie, awaryjne rosolki i piwo. Jak juz sie zabralem za robienie sobie kolacji okazalo sie, ze moja krowa zaginela w boju, czyli zostala przy kasie, no i caly genialny buntowniczy pomysl z jedzeniem krowy w wigilie poszedl sie kochac
Dlatego chetnie przystapilem do drugiej proby, wraz z dziewczynami z Afryki oraz ameromeksykanami. Jak juz dotarlismy do supermarketu, zamkneli nam go przed nosem … nie tylko nam, bo tez trzem dziewczynkom, ktore bardzo glosno wyrazily po portugalsku niezadowolenie z tego co zastaly … i nawet ja zrozumialem, ze nie powinny sie tak wyrazac
Postanowilismy pojsc do restauracji na rogu, zjesc cos, napic sie piwa swiatecznego. Pelny szpan, rodizio za R$ 70, kelnerzy, muzyka na zywo, piwo za R$4 . Wzielismy po piwie, zarcie wydawalo sie troche zbyt drogie kazdemu. Posiedzielismy chwile (bo ile mozna siedziec przy piwie 0,3?) i wrocilismy do hostelu. Tu kazdy sie rzucil na to co mu wpadlo w rece: dziewczyny z rpa na mrozona lasanie z hostelowej lodowki, a parka z ameryki pln na picce. Ja … hmmm… mialem kilka minibanankow, ktore trzeba bylo zjesc.
No i jak Inka (dziewczyna z afryki) powiedziala, ze to najsmutniejsza kolacja wigilijna, jaka przezyla, bo nawet ser jest sztuczny w jej lazanii, dostalem mega-glupawki
No i teraz zycie w hostelu wrocilo do normy. Czesc gada przy stole o zyciu, czesc czyta przewodnik, jeden pisze bloga, chociaz za szesc godzin musi jechac na lotnisko.
Podrozowanie bywa zabawne


























































